z perspektywy motyla ważna jest chwila
z perspektywy dorosłej kobiety
też, niestety
błogosławiona i pozdrowiona
każda minuta w nocy wyśniona
ważne momenty
palone skręty
ułamki sekund, to oka mgnienie
wydaje dzisiaj ostatnie tchnienie
czasu upływu ja się nie lękam
nawet zmęczona, raczej nie klękam
kombinat chwil wspominania wartych
i podłych myśli
ze skóry obdartych
potem będzie jutro
ponosisz je jak futro
z lisa albo lamy
jak prawdziwe damy
także tego
nie ma złego
zwyczajnie
chwilowo nie jest chujowo
niedziela, 11 marca 2012
poniedziałek, 13 lutego 2012
clean
za pomocą niego
drogi kolego
posprzątam po tobie
nie zamknę się w sobie
oczyszczę ciało
jakby tego było mało
wypiorę pościel i głowę
przestawię litery w słowie love
jeszcze kilka rzeczy po drodze spierdolę
strojąc się w szmaty kolorowe
złote paznokcie, na polikach gwiezdny pył
był
było
byłeś
wodą się zmyłeś
forma najprzeszlej dokonana
będę się z tego śmiała
od jutra rana.
drogi kolego
posprzątam po tobie
nie zamknę się w sobie
oczyszczę ciało
jakby tego było mało
wypiorę pościel i głowę
przestawię litery w słowie love
jeszcze kilka rzeczy po drodze spierdolę
strojąc się w szmaty kolorowe
złote paznokcie, na polikach gwiezdny pył
był
było
byłeś
wodą się zmyłeś
forma najprzeszlej dokonana
będę się z tego śmiała
od jutra rana.
środa, 25 stycznia 2012
see you soon
prawie się nie znamy
i mimo, że myślę o tobie mało
to jakby coś się stało
gdy przychodzisz lubię
wtedy roztrzepane słowa gubię
nie patrzę ci w oczy
w obawie, że mnie zauroczy
cześć
chciałabym pójść z tobą gdzieś
zapytać jakie masz plany na potem
i czy boisz się latać samolotem?
zjeść kolację, pójść do kina
bo to się zwykle tak zaczyna
chłopak i dziewczyna.
zadzwoń zatem proszę
bo ja się z tym zamiarem noszę
lecz brakuje mi odwagi
bo wiem, że spodobasz mi się nagi
nie patrzę ci w oczy
w obawie, że mnie zauroczy
cześć
chciałabym pójść z tobą gdzieś
zapytać jakie masz plany na potem
i czy boisz się latać samolotem?
zjeść kolację, pójść do kina
bo to się zwykle tak zaczyna
chłopak i dziewczyna.
zadzwoń zatem proszę
bo ja się z tym zamiarem noszę
lecz brakuje mi odwagi
bo wiem, że spodobasz mi się nagi
wtorek, 3 stycznia 2012
nic nie czuje
a
ciało się nie buntuje
gdy
usta na czerwono maluje
i koloru nie czuję
człowieka na drodze spotkanego
widzę i nie odczuwam tego
radości nie czuję
ani tego, że ludzie to chuje
niepoprawnie
wtedy, kiedyś
dawniej
trochę się jednak zmieniło
ekscytujące już wszystko było
było i nie wiem czy wróci
niemniej mnie to nie smuci
nie cieszy
nie tęskni
nie czeka
jedynie zwleka
i już nie marzy,że coś się jeszcze zdarzy.
ciało się nie buntuje
gdy
usta na czerwono maluje
i koloru nie czuję
człowieka na drodze spotkanego
widzę i nie odczuwam tego
radości nie czuję
ani tego, że ludzie to chuje
niepoprawnie
wtedy, kiedyś
dawniej
trochę się jednak zmieniło
ekscytujące już wszystko było
było i nie wiem czy wróci
niemniej mnie to nie smuci
nie cieszy
nie tęskni
nie czeka
jedynie zwleka
i już nie marzy,że coś się jeszcze zdarzy.
wtorek, 20 grudnia 2011
15 i pół tygodnia
przekonanie o dojrzałości
ukazuje poziom nieporadności
rymuje
manipuluje
w ryj sobie pluje
poczucie własnej wartości
sprawia, że nigdy nie pości
nie zdarzyło się nic spektakularnego
a ja nie trawię byle czego
być czy chcieć ?
cię już nie mieć
czuć
móc
głową tłuc
serce mieć z mięsa nie z kamienia
choć nie wiem czy to cokolwiek zmienia
czas w miejscu nie stoi
czasem mnie to niepokoi
i robiąc rachunek sumienia
wiem, że nie powinnam była korzystać z twego ramienia.
sobota, 12 listopada 2011
rilejszynszip
związek
związuje ludzi
czasem emocje studzi
para, ich dwoje
w pokoju na stole
w ich wspólnym domu,
nie po kryjomu
się ze sobą związali
i rzadko opuszczali
telefonicznie rozmawiali
wiadomości literami pisali
często ruchali.
nic nie ustalali.
dziać się życiu pozwalali.
tylko, że ciągle się gubili
bo jednak bardziej osobno niż razem byli.
w myślach, mowie, uczynkach
zaniedbywali
jak gdyby nie odczuwali
robili tylko tyle
by nie zdechły motyle.
a to za mało
by się działo.
związuje ludzi
czasem emocje studzi
para, ich dwoje
w pokoju na stole
w ich wspólnym domu,
nie po kryjomu
się ze sobą związali
i rzadko opuszczali
telefonicznie rozmawiali
wiadomości literami pisali
często ruchali.
nic nie ustalali.
dziać się życiu pozwalali.
tylko, że ciągle się gubili
bo jednak bardziej osobno niż razem byli.
w myślach, mowie, uczynkach
zaniedbywali
jak gdyby nie odczuwali
robili tylko tyle
by nie zdechły motyle.
a to za mało
by się działo.
czwartek, 10 listopada 2011
exhausted
nie ma
a był
został pył.
a może go nigdy nie było
może mi się tylko śniło
sama do rana.
a potem do wieczora.
i następnego rana.
wciąż bardziej sama
w końcu przyjdzie wiosna
jednakże nieradosna.
bo nie ma go
a był
nie został nawet pył
a był
został pył.
a może go nigdy nie było
może mi się tylko śniło
sama do rana.
a potem do wieczora.
i następnego rana.
wciąż bardziej sama
w końcu przyjdzie wiosna
jednakże nieradosna.
bo nie ma go
a był
nie został nawet pył
czwartek, 3 listopada 2011
shit happens
niejednokrotnie
bywa przewrotnie
w tym całym zamieszaniu
w porannym planowaniu
w tym życiu, wtorku, listopadzie
i nic na to nie poradzę
dzień zostawia cień
cień nocy
o czwartej, po północy
nie zdarza się nic złego
nie chcę powiedzieć, że dobrego
w ostatecznym dnia rozrachunku
koszty i straty
spłacane raty
za dobre chwile
potrafię liczyć
i się nie mylę…
poniedziałek, 31 października 2011
niebajka
gdzieś tam
zupełnie niedaleko
za piątą górą, za siódmą rzeką
mieszkała ona
cudem ocalona
z życiem skłócona
często zmęczona
wiecznie wkurwiona
czas przepuszczała przez zimne palce
nocą we śnie puszczała latawce
i ciągle się bała
nie dotykała, tylko muskała
ciała innego, jakże obcego
co zranić ją mogło do żywego
nie oddychała
pod powierzchnią pływała
czasem jadała, mało spała
lawirowała
między życiem a nie byciem
w źle rozumianym samozachwycie
sto razy upadała i wstawała
i jakby nauk nie wyciągała
zgubiona w jakimś lesie na polanie
nie obchodziło jej czy słońce wstanie
lato czy zima
jeden chuj
wybudowała ogromny mur
leżała na podłodze
i ciągle nie wiedziała
czy będzie nadal trwała.
środa, 19 października 2011
I want your love, love, love
jestem w jakimś niebie
kromką smalcu na chlebie
albo między, w drodze,
już nie leżąc na podłodze.
nie sama.
nie chyba
najpewniej
we dwoje
nastroje
jak gdyby
nie chciałam
się zakochałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)