niedziela, 24 września 2017

and you should've left the light on

nie mam słów dla ciebie 
sama jestem w potrzebie

wykonam telefon alarmowy
od mojej do twojej głowy

spokój kupimy w niebie
masło rozsmarujemy na chlebie

uciekniemy do san francisco
by być razem daleko choć blisko

kupię ci pączka z lukrem 
później zmartwimy się jutrem
ty mnie odkryjesz z nylonu futrem

ja tobie dam kosz z brudnym praniem
jaki dziś zjemy  dżem na śniadanie ?

wieczorem wino do ust wlejemy
ono rozwiąże bieżące problemy

na łące złapiemy zające
kocem zgasimy ciała gorące

będziemy mieć wspólne plany
najpierw skaczemy 
potem biegamy 

kupimy córkę suki
żeby zapełnić miłości luki

w nieokreślonej przyszłości
rozpadną nam się kości

nie bój się kochany
będę smarować twoje rany

maścią od mamy









piątek, 5 sierpnia 2016

kic kic

pozorne niby nic
a tu śmierć kic kic
zabiorę ci matkę
a na dokładkę babkę
a gdy będziesz niegrzeczną dziewczyną
zabiorę też córkę i syna
mogą być nienarodzeni
wnet się zmieszczą do kieszeni

czwartek, 16 kwietnia 2015

ela



życie ją wyuczyło
swoje mieć zdanie 
zjadać złe słowa na drugie śniadanie 
na pierwsze pije sok z pokrzywy
chce mieć organizm zdrowy i żywy

na umyśle nie chory
nawet gdy we mgle na czarne wchodzi tory

blizna na kolanie stara
zapomnieć nie pozwala 
że od dziecka ma swoje pojmowanie

za nic jej groźby
i ludzi błaganie 
nic sie nie stanie 
nic się nie dzieje 
spokój ma w głowie tylko w niedziele 




wtorek, 11 lutego 2014

soft

choć wyjdziemy na powietrze
ty nago, ja w kaszmirowym swetrze

koloru białego
chcę być niewinna bardziej od niego

lubię czuć miękkość na ciele

w zeszłą niedzielę
całkiem poważnie pomyślałam

że przecież kiedyś się latać nie bałam
potem to zapomniałam

gdzie jesteś
ty

pamiętasz o czym śniliśmy sny ?

jak głupie psy
my

możesz zadzwonić jeśli chcesz
i tak nie odbiorę
przecież wiesz





niedziela, 9 lutego 2014

happy pills



boję się w nocy spać
boję się bardzo rano wstać

w myślach wciąż czuwam
ciebie odczuwam
bardzo nie lubię
gdy siebie gubię

cienka granica
niby to pokój
a już piwnica

drogi mojej jest to połowa
czasem od smutku pęka mi głowa

nie wiem nawet dokąd zmierzam
i komu duszę swoją zawierzam

boję się że spotkam cie na ulicy
że twoje imię za mną zakrzyczy

gdy będę już całkiem daleko a
ty  rozlejesz ze zwierząt mleko

wprost u stóp moich bosych
wiesz że nie lubię gdy tak czeszesz włosy

nie chcę żebyś wrócił
z tej pożal się boże podróży
w butach zmoczonych w przydrożnej kałuży

już nie myślę, że coś znaczę
jestem smutna lecz nie płaczę

w kącie skulona
z kundlem skundlona

trochę wciąż dzika, lecz oswojona

on  przypomina ciebie mało
trochę młodością,
nic się nie stało










niedziela, 29 grudnia 2013

no love



to nie miłość
bo nigdy cię nie kochałam
bo cię kochać nie umiałam
albo może wprost nie chciałam

to jest duma urażona
próżna i bardzo tobą już zmęczona

gorsza niż złamane serce o wiele
nie wyleczysz jej w kościele
nie ma takiego świętego żeby krzyczeć na pomoc do niego
nikt ci pomóc nie może
rozpacz powoduje że zamarznąć chcesz na dworze

jak kurwa tania
której za orgazm pięćdziesiąt polskich złotych płacisz
bo obsłuży cię bez gaci
jeśli takie masz życzenie
mylisz miłość z doświadczeniem

wykrzyczeć tego żalu się nie da
a we mnie taka dojrzewa potrzeba
by zrzucić te ciężkie uczuć kilogramy
uderzyć się w głowę mocnymi pięściami

gdzie byłeś boże święty
gdy mnie porwało w czarne odmęty
paliłeś wtedy z ironii skręty
ręka twoja nie broniła ode złego 
gdy karmił padliną moje ego

teraz ty
drogi kolego
przypadkowo spotkany
liżesz brudne od niego rany

pomożesz mi proszę
bo ja w sobie lęk wciąż noszę
jak wierzchnie ubranie
musisz zrobić w gorącej wodzie pranie

naparzyć ziół na ukojenie
spełnić jedno moje marzenie
kocem nakryć zmarznięte ciało 
możesz się mną zająć mało

tyle ile ci się będzie chciało


piątek, 27 grudnia 2013

jakby nie stało się nic

wiesz jak bardzo potrafi boleć to ciało 
gdy mu się coś odebrało ? 

wszystkie głupie przemyślenia
ich istnienie niczego nie pozmienia

głowa dawno zapomniała
że z nas dwojga była para

dlaczego tak się kurwa dzieje 
że myślę o tobie o sto milionów razy za wiele

ciągle, a szczególnie całkiem w nocy
kilka godzin po północy 
czuje brak twój tak dotkliwie
jakby w stopę całkiem gołą
wbiło leśne się igliwie

tęsknię co noc i co rano
wiesz, że pijana rozbiłam kolano ?

kocham się w myślach z twoimi kolegami
pieprze się z ich prawdziwymi ciałami 

szukam ciągle dotyku znajomego
bo mi  nie smakuje  ręka jego

na mojej twarzy 
uśmiech się warzy

z mojego oka
łza wylatuje bardzo powoli

dokładnie wtedy gdy mnie pierdoli

byłeś moim życiem
kawy piciem
spaniem pod wspólnym nakryciem
ciągłym wkurwieniem
z początku alfabetu imieniem

jesteś we mnie żywy 
bardziej niż kiedyś prawdziwy

chce twoje ciało gołe 
dotknąć jeszcze raz całą sobą
zapomnieć że już razem być nie mogą
zespolić się całkiem z dębową podłogą
lewą nogą
z wielką trwogą
czuć że jesteś
tą osobą
mój przez chwilę
jakże drogą

tęsknię za tobą dziś bardziej niż wczoraj
może nie mocniej niż jutro
ubrana cała w pantery futro

a gdy pomyślę że mnie kochasz jeszcze
nachodzą mnie w nocy mokre dreszcze

nie tak miało być kochany
nie czas miał leczyć nasze rany

nie on
ani ona

w ciebie wypatrzona jak popierdolona
nie znajdziesz w jej oczach spojrzenia mojego. 
w rękach dotyku
tak namiętnego
w słowach uczucia
w łóżku kochanki
która budzić cię będzie przez wszystkie ranki

udajmy trochę bardziej jeszcze proszę
bo ja się z tym zamiarem noszę

że się wcale nie znamy
że żyjemy a nie trwamy
że nie jestem ciągle z tobą

gdy naczynia myjesz
i gdy wódkę cytrynową pijesz
że mnie nie ma
w łóżku między wami
ponurymi wieczorami
że nie nosisz mnie pod skórą
że nie jestem w myśli, którą
chcesz odpędzić lecz nie możesz
zimno dzisiaj jest na dworze
czekam
nie wiem którą już godzinę, 
gdy ja minę ty przeminiesz 





czwartek, 28 listopada 2013

death

gubię myśli krok za krokiem
z wbitym w ziemię smutnym wzrokiem

idę
spaceruje
nie wiesz nawet jakim jesteś chujem

wyrywam głowę mokrymi  pazurami
rozdrapuje ze starości poumierane rany

zabolało każde niewypowiedziane słowo
ciągle cię nie lubię
każdego dnia na nowo

a gdy wieczór idzie
kąpię się we własnym wstydzie

dotykam  nazbyt często myślami
w tej samotności jesteśmy wciąż tacy sami

co rano nie wiem jak się nazywam
jakie imię noszę
ze łzami między palcami
o jedno cię proszę

oddaj mi sen, sny
oboje
ich dwoje
choć są nas trójkąty

wplątane w żyć kilka kąty

onanizować się możesz jej skromną osobą
przesmutną postacią
dla ciebie jej oczy wpatrzone znaczą
że gówno znaczą

wiem nawet kiedy wielkimi mlecznymi kroplami
będą płakały
w zmierzwionych włosach swobodnie pływały

leczyły te same uśmiercone rany
w każdy początek tygodnia zasrany

nie bój się nie bać
zimnego jak lodu ognia
żywa pochodnia
zwykłego przechodnia
nic nie obchodzi
światło zachodzi
śmierć niespokojna za tobą chodzi























czwartek, 14 listopada 2013

i could have you killed

wlała w siebie obce ciało
jedno
drugie 
wciąż za mało

jej to ciało
obce ciało
dzielnie wódką popijało

do pustego nalewała
i niczego się nie bała

rano na nic nie czekała
smutek z oczu wylewała

myśli z głowy jej wywiało
gdy ją ciało całowało

benzodiazepina
nowa dziewczyna

towarzyszka smutku i niedoli
oraz sobotnich mokrych swawoli

neuroleptyki
z czyjegoś taty fabryki

zażywane regularnie
zmyły linie papilarne

ja wcale już nie płaczę
nawet gdy w myślach cię zobaczę

nie wiem gdzie teraz jesteś ty
i jakie  miewasz sny

wiem za to doskonale

że tobie wciąż się tylko zdaje,
iż hank moody
niewiele od ciebie odstaje














czwartek, 24 października 2013

time to say goodbye

czy modlitwy niewiernych też zostaną wysłuchane

jeśli tak
pomodlić bym się chciała o bliskość twego ciała
inne na mnie nie działa

sto razy ich próbowałam
dotykałam
dosiadałam

myślą mową i uczynkiem
zaniechałam

pamiętam smak twojej śliny
nie ma w tym niczyjej winy

ona dobrze smakowała
w różnych częściach mego ciała

skórę drylowała
czasem się z łzami się mieszała

będę do tego często wracała

będę na ciebie długo czekała

w nocy nago spała

w myślach cię zatrzymywała

teraz idź
żyj swoje życie
w tym pięknym młodzieńczym samozachwycie

ja ci pozwalam
popełnij wszystkie błędy

a potem wróć do domu
nie ważne którędy