pozorne niby nic
a tu śmierć kic kic
zabiorę ci matkę
a na dokładkę babkę
a gdy będziesz niegrzeczną dziewczyną
zabiorę też córkę i syna
mogą być nienarodzeni
wnet się zmieszczą do kieszeni
piątek, 5 sierpnia 2016
czwartek, 16 kwietnia 2015
ela
życie ją wyuczyło
swoje mieć zdanie
zjadać złe słowa na drugie śniadanie
na pierwsze pije sok z pokrzywy
chce mieć organizm zdrowy i żywy
na umyśle nie chory
nawet gdy we mgle na czarne wchodzi tory
blizna na kolanie stara
zapomnieć nie pozwala
że od dziecka ma swoje pojmowanie
za nic jej groźby
i ludzi błaganie
nic sie nie stanie
nic się nie dzieje
spokój ma w głowie tylko w niedziele
wtorek, 11 lutego 2014
soft
choć wyjdziemy na powietrze
ty nago, ja w kaszmirowym swetrze
koloru białego
chcę być niewinna bardziej od niego
lubię czuć miękkość na ciele
w zeszłą niedzielę
całkiem poważnie pomyślałam
że przecież kiedyś się latać nie bałam
potem to zapomniałam
gdzie jesteś
ty
pamiętasz o czym śniliśmy sny ?
jak głupie psy
my
możesz zadzwonić jeśli chcesz
i tak nie odbiorę
przecież wiesz
ty nago, ja w kaszmirowym swetrze
koloru białego
chcę być niewinna bardziej od niego
lubię czuć miękkość na ciele
w zeszłą niedzielę
całkiem poważnie pomyślałam
że przecież kiedyś się latać nie bałam
potem to zapomniałam
gdzie jesteś
ty
pamiętasz o czym śniliśmy sny ?
jak głupie psy
my
możesz zadzwonić jeśli chcesz
i tak nie odbiorę
przecież wiesz
niedziela, 9 lutego 2014
happy pills
boję się w nocy spać
boję się bardzo rano wstać
w myślach wciąż czuwam
ciebie odczuwam
bardzo nie lubię
gdy siebie gubię
cienka granica
niby to pokój
a już piwnica
drogi mojej jest to połowa
czasem od smutku pęka mi głowa
nie wiem nawet dokąd zmierzam
i komu duszę swoją zawierzam
boję się że spotkam cie na ulicy
że twoje imię za mną zakrzyczy
gdy będę już całkiem daleko a
ty rozlejesz ze zwierząt mleko
wprost u stóp moich bosych
wiesz że nie lubię gdy tak czeszesz włosy
nie chcę żebyś wrócił
z tej pożal się boże podróży
w butach zmoczonych w przydrożnej kałuży
już nie myślę, że coś znaczę
jestem smutna lecz nie płaczę
w kącie skulona
z kundlem skundlona
trochę wciąż dzika, lecz oswojona
on przypomina ciebie mało
trochę młodością,
nic się nie stało
niedziela, 29 grudnia 2013
no love
to nie miłość
bo nigdy cię nie kochałam
bo cię kochać nie umiałam
albo może wprost nie chciałam
to jest duma urażona
próżna i bardzo tobą już zmęczona
gorsza niż złamane serce o wiele
nie wyleczysz jej w kościele
nie ma takiego świętego żeby krzyczeć na pomoc do niego
nikt ci pomóc nie może
rozpacz powoduje że zamarznąć chcesz na dworze
jak kurwa tania
której za orgazm pięćdziesiąt polskich złotych płacisz
bo obsłuży cię bez gaci
jeśli takie masz życzenie
mylisz miłość z doświadczeniem
wykrzyczeć tego żalu się nie da
a we mnie taka dojrzewa potrzeba
by zrzucić te ciężkie uczuć kilogramy
uderzyć się w głowę mocnymi pięściami
gdzie byłeś boże święty
gdy mnie porwało w czarne odmęty
paliłeś wtedy z ironii skręty
ręka twoja nie broniła ode złego
gdy karmił padliną moje ego
teraz ty
drogi kolego
przypadkowo spotkany
liżesz brudne od niego rany
pomożesz mi proszę
bo ja w sobie lęk wciąż noszę
jak wierzchnie ubranie
musisz zrobić w gorącej wodzie pranie
naparzyć ziół na ukojenie
spełnić jedno moje marzenie
kocem nakryć zmarznięte ciało
możesz się mną zająć mało
tyle ile ci się będzie chciało
piątek, 27 grudnia 2013
jakby nie stało się nic
wiesz jak bardzo potrafi boleć to ciało
gdy mu się coś odebrało ?
wszystkie głupie przemyślenia
ich istnienie niczego nie pozmienia
głowa dawno zapomniała
że z nas dwojga była para
dlaczego tak się kurwa dzieje
że myślę o tobie o sto milionów razy za wiele
ciągle, a szczególnie całkiem w nocy
kilka godzin po północy
czuje brak twój tak dotkliwie
jakby w stopę całkiem gołą
wbiło leśne się igliwie
tęsknię co noc i co rano
wiesz, że pijana rozbiłam kolano ?
kocham się w myślach z twoimi kolegami
pieprze się z ich prawdziwymi ciałami
szukam ciągle dotyku znajomego
bo mi nie smakuje ręka jego
na mojej twarzy
uśmiech się warzy
z mojego oka
łza wylatuje bardzo powoli
dokładnie wtedy gdy mnie pierdoli
byłeś moim życiem
kawy piciem
spaniem pod wspólnym nakryciem
ciągłym wkurwieniem
z początku alfabetu imieniem
jesteś we mnie żywy
bardziej niż kiedyś prawdziwy
chce twoje ciało gołe
dotknąć jeszcze raz całą sobą
zapomnieć że już razem być nie mogą
zespolić się całkiem z dębową podłogą
lewą nogą
z wielką trwogą
czuć że jesteś
tą osobą
mój przez chwilę
jakże drogą
tęsknię za tobą dziś bardziej niż wczoraj
może nie mocniej niż jutro
ubrana cała w pantery futro
a gdy pomyślę że mnie kochasz jeszcze
nachodzą mnie w nocy mokre dreszcze
nie tak miało być kochany
nie czas miał leczyć nasze rany
nie on
ani ona
w ciebie wypatrzona jak popierdolona
nie znajdziesz w jej oczach spojrzenia mojego.
w rękach dotyku
tak namiętnego
w słowach uczucia
w łóżku kochanki
która budzić cię będzie przez wszystkie ranki
udajmy trochę bardziej jeszcze proszę
bo ja się z tym zamiarem noszę
że się wcale nie znamy
że żyjemy a nie trwamy
że nie jestem ciągle z tobą
gdy naczynia myjesz
i gdy wódkę cytrynową pijesz
że mnie nie ma
w łóżku między wami
ponurymi wieczorami
że nie nosisz mnie pod skórą
że nie jestem w myśli, którą
chcesz odpędzić lecz nie możesz
zimno dzisiaj jest na dworze
czekam
nie wiem którą już godzinę,
gdy ja minę ty przeminiesz
czwartek, 28 listopada 2013
death
gubię myśli krok za krokiem
z wbitym w ziemię smutnym wzrokiem
idę
spaceruje
nie wiesz nawet jakim jesteś chujem
wyrywam głowę mokrymi pazurami
rozdrapuje ze starości poumierane rany
zabolało każde niewypowiedziane słowo
ciągle cię nie lubię
każdego dnia na nowo
a gdy wieczór idzie
kąpię się we własnym wstydzie
dotykam nazbyt często myślami
w tej samotności jesteśmy wciąż tacy sami
co rano nie wiem jak się nazywam
jakie imię noszę
ze łzami między palcami
o jedno cię proszę
oddaj mi sen, sny
oboje
ich dwoje
choć są nas trójkąty
wplątane w żyć kilka kąty
onanizować się możesz jej skromną osobą
przesmutną postacią
dla ciebie jej oczy wpatrzone znaczą
że gówno znaczą
wiem nawet kiedy wielkimi mlecznymi kroplami
będą płakały
w zmierzwionych włosach swobodnie pływały
leczyły te same uśmiercone rany
w każdy początek tygodnia zasrany
nie bój się nie bać
zimnego jak lodu ognia
żywa pochodnia
zwykłego przechodnia
nic nie obchodzi
światło zachodzi
śmierć niespokojna za tobą chodzi
z wbitym w ziemię smutnym wzrokiem
idę
spaceruje
nie wiesz nawet jakim jesteś chujem
wyrywam głowę mokrymi pazurami
rozdrapuje ze starości poumierane rany
zabolało każde niewypowiedziane słowo
ciągle cię nie lubię
każdego dnia na nowo
a gdy wieczór idzie
kąpię się we własnym wstydzie
dotykam nazbyt często myślami
w tej samotności jesteśmy wciąż tacy sami
co rano nie wiem jak się nazywam
jakie imię noszę
ze łzami między palcami
o jedno cię proszę
oddaj mi sen, sny
oboje
ich dwoje
choć są nas trójkąty
wplątane w żyć kilka kąty
przesmutną postacią
dla ciebie jej oczy wpatrzone znaczą
że gówno znaczą
wiem nawet kiedy wielkimi mlecznymi kroplami
będą płakały
w zmierzwionych włosach swobodnie pływały
leczyły te same uśmiercone rany
w każdy początek tygodnia zasrany
nie bój się nie bać
zimnego jak lodu ognia
żywa pochodnia
zwykłego przechodnia
nic nie obchodzi
światło zachodzi
śmierć niespokojna za tobą chodzi
czwartek, 14 listopada 2013
i could have you killed
wlała w siebie obce ciało
benzodiazepina
nowa dziewczyna
towarzyszka smutku i niedoli
oraz sobotnich mokrych swawoli
neuroleptyki
z czyjegoś taty fabryki
zażywane regularnie
zmyły linie papilarne
ja wcale już nie płaczę
nawet gdy w myślach cię zobaczę
nie wiem gdzie teraz jesteś ty
i jakie miewasz sny
wiem za to doskonale
że tobie wciąż się tylko zdaje,
iż hank moody
niewiele od ciebie odstaje
jedno
drugie
wciąż za mało
jej to ciało
obce ciało
obce ciało
dzielnie wódką popijało
do pustego nalewała
i niczego się nie bała
rano na nic nie czekała
smutek z oczu wylewała
myśli z głowy jej wywiało
gdy ją ciało całowało
benzodiazepina
nowa dziewczyna
towarzyszka smutku i niedoli
oraz sobotnich mokrych swawoli
neuroleptyki
z czyjegoś taty fabryki
zażywane regularnie
zmyły linie papilarne
ja wcale już nie płaczę
nawet gdy w myślach cię zobaczę
nie wiem gdzie teraz jesteś ty
i jakie miewasz sny
wiem za to doskonale
że tobie wciąż się tylko zdaje,
iż hank moody
niewiele od ciebie odstaje
czwartek, 24 października 2013
time to say goodbye
czy modlitwy niewiernych też zostaną wysłuchane
jeśli tak
pomodlić bym się chciała o bliskość twego ciała
inne na mnie nie działa
sto razy ich próbowałam
dotykałam
dosiadałam
myślą mową i uczynkiem
zaniechałam
pamiętam smak twojej śliny
nie ma w tym niczyjej winy
ona dobrze smakowała
w różnych częściach mego ciała
skórę drylowała
czasem się z łzami się mieszała
będę do tego często wracała
będę na ciebie długo czekała
w nocy nago spała
w myślach cię zatrzymywała
teraz idź
żyj swoje życie
w tym pięknym młodzieńczym samozachwycie
ja ci pozwalam
popełnij wszystkie błędy
a potem wróć do domu
nie ważne którędy
jeśli tak
pomodlić bym się chciała o bliskość twego ciała
inne na mnie nie działa
sto razy ich próbowałam
dotykałam
dosiadałam
myślą mową i uczynkiem
zaniechałam
pamiętam smak twojej śliny
nie ma w tym niczyjej winy
ona dobrze smakowała
w różnych częściach mego ciała
skórę drylowała
czasem się z łzami się mieszała
będę do tego często wracała
będę na ciebie długo czekała
w nocy nago spała
w myślach cię zatrzymywała
teraz idź
żyj swoje życie
w tym pięknym młodzieńczym samozachwycie
ja ci pozwalam
popełnij wszystkie błędy
a potem wróć do domu
nie ważne którędy
niedziela, 22 września 2013
confession
nie zgodzić bym się chciała
choć z połową części twoich ciała
zdradzać bym się nie musiała
wszystkie związki, ciepłe ciała
wciąż z daleka omijała
tylko w usta całowała
gołe myśli odpędzała
wpychasz mi w głowę słowa
a ona nie jest
ich słuchać gotowa
o czwartej rano minut czternaście
pomyślałam wtedy właśnie
żeby nie czynić zbyt wiele
wyspowiadać się w kościele
więc wszystko co się kiedyś stanie
między nami pozostanie
z okruchami po śniadaniu
pierwszym dzisiaj w nocy daniu
choć z połową części twoich ciała
zdradzać bym się nie musiała
wszystkie związki, ciepłe ciała
wciąż z daleka omijała
tylko w usta całowała
gołe myśli odpędzała
wpychasz mi w głowę słowa
a ona nie jest
ich słuchać gotowa
o czwartej rano minut czternaście
pomyślałam wtedy właśnie
żeby nie czynić zbyt wiele
wyspowiadać się w kościele
więc wszystko co się kiedyś stanie
między nami pozostanie
z okruchami po śniadaniu
pierwszym dzisiaj w nocy daniu
Subskrybuj:
Posty (Atom)